Częściowo. Treści prawie zawsze przenosimy, kod z kreatora zwykle nie. Teksty, zdjęcia i adresy URL zabieramy ze starej strony, resztę budujemy od nowa na WordPressie. To nie jest naprawa jednym kliknięciem, tylko przeniesienie tego, co wartościowe, i porządne zbudowanie reszty. Za to, czego nie da się odtworzyć sensownie, nie płacisz.
Co właściwie znaczy „uratować" stronę z kreatora?
„Uratować" brzmi jak reanimacja starego kodu. W praktyce to co innego. Kreatory typu Wix i generatory AI trzymają Twoją stronę w swoim zamkniętym systemie, więc kodu i tak nie da się wyjąć w całości i przenieść gdzie indziej. Ratujemy więc nie stronę, tylko jej zawartość: teksty, które napisałeś, zdjęcia, które wrzuciłeś, i adresy, które zna już Google. Silnik pod spodem powstaje na nowo, tym razem taki, który jest Twój i który sam edytujesz.
Co przenosimy, a co budujemy od nowa?
Podział jest dość ostry. Warstwa treści prawie zawsze jedzie ze starej strony. Warstwa techniczna zwykle zostaje w kreatorze, bo poza nim po prostu nie działa. Poniżej masz to rozbite element po elemencie, żebyś wiedział, za co płacisz i czego nie odtwarzamy na siłę.
Migracja z kreatora AI: co przenosimy, a co budujemy od nowa| Element | Co robimy | Dlaczego |
|---|
| Teksty i opisy | Przenosimy | Wartość jest w treści, nie w kodzie kreatora |
| Zdjęcia i grafiki | Przenosimy | Są Twoje, gotowe do ponownego użycia |
| Adresy URL | Przenosimy | Google zna te adresy, zostawiamy je 1:1 |
| Układ i wygląd | Odtwarzamy | Budujemy od nowa na WordPressie, blisko oryginału |
| Kod z kreatora | Porzucamy | Zwykle się nie nadaje i nie działa poza platformą |
| Animacje i wtyczki kreatora | Porzucamy | Żyją tylko wewnątrz kreatora, robimy odpowiedniki |
Co najczęściej przestaje działać w stronach z kreatorów?
Ludzie trafiają do nas z powtarzalnym zestawem objawów. Rzadko chodzi o wygląd, częściej o to, że coś pod spodem nie robi swojej roboty.
- Formularz kontaktowy, który wygląda dobrze, ale nie wysyła maili.
- Strona niewidoczna w Google, bo kreator nie wypuszcza jej porządnie do indeksu.
- Brak własności domeny, bo rejestrował ją kreator albo ktoś inny.
- Strona, której po drobnej zmianie nikt w firmie nie umie już edytować.
Pierwsze trzy prostujemy przy przenosinach. Ostatnie znika samo, bo WordPress edytujesz sam, bez proszenia kogokolwiek o zmianę jednego zdania.
Czy stracę pozycje w Google po przeniesieniu?
Nie musisz. Adresy URL zabieramy 1:1, a tam gdzie któryś musi się zmienić, ustawiamy przekierowanie, żeby Google nie zgubił Twojej podstrony. To ta sama robota, co przy każdej zmianie platformy: mapa starych i nowych adresów, przekierowania, meta dane. Właśnie dlatego treść i adresy traktujemy jako to, co najcenniejsze do uratowania, a nie jako coś, co można wyklikać jeszcze raz.
Kiedy naprawa się nie opłaca?
Jest prosty próg. Gdy koszt łatania starej strony przekracza mniej więcej połowę ceny nowej, budujemy od nowa i mówimy to wprost. Obchodzenie ograniczeń kreatora i odtwarzanie jego animacji potrafi zjeść więcej godzin niż czysta strona zbudowana raz, porządnie. Nie bierzemy pieniędzy za reanimację czegoś, co i tak trzeba będzie wymienić za rok.